poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział XII

           Spałam sobie spokojnie gdy nagle obudził mnie wrzask mojej matki, która przyszła wraz z ojcem :
- Addie, jesteś w ciąży i tak sobie po prostu śpisz!
-A może by tak się przywitać? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Jakie przywitać? Jesteś w ciąży. Lekarz powiedział. Zmarnowałaś sobie życie - krzyczała moje matka.
-Mamo wiem ale ... 
-Żadnego ale! Kto jest ojcem? Ten gwiazdorek zasrany? On? - awanturował się tato.
-Tak on - powiedziałam ze łzami w oczach. - ale nie rób mu nic on jest taki młody, kariera przed nim. Ja mu nie powiem o dziecku - broniłam się.
- Niech będzie. Pogadamy rano jak będziesz w domu bo cie wypiszą - powiedziała mama.
Tej nocy nie mogłam już zasnąć. Myślałam tylko o dziecku. Rankiem rodziców nie było zostawili liścik ' Addie, babcia znów źle się czuje. Pojechaliśmy do niej odbierzemy cie później albo zrobi to Jessica'.
No a jak... jak zwykle nie mają dla mnie czasu. Poczekałam chwile i do sali wparowała Jessika, oczywiście poinformowana całą sytuacją.
-Addie, tak mi cię szkoda. Biednaś ty. Jak się czujesz? Boli cię coś? Co ci było? Jak tam ciąża?- wypytywała mnie Jess.
Nagle do sali wszedł Zayn.
- Oho, macie sobie do pomówienia. Ja zaczekam przed drzwiami - oznajmiła Jessica.
Zayn popatrzył na nią ze zdziwieniem a potem uśmiechnął się do mnie i usiadł na taborecie koło łóżka.
- O czym mamy porozmawiać?- zapytał z uśmiechem.
- Zayn, nie będę owijała w bawełnę, jestem w ciąży - powiedziałam.
On nic nie odpowiedział zamarł w bezruchu. Postanowiłam mówić dalej:
- Ale nie z tobą. Z kolegą. Dawną miłością. Tak się jakoś stało, Zayn przepraszam.
- Że co? Addie co ty opowiadasz? - krzyknął Zayn.
-Zayn, przepraszam.
- Jakie przepraszam? Zdradziłaś mnie. Z tak ogromnym skutkiem. Jak ty to sobie wyobrażasz. No cóż przynajmniej byłaś ze mną szczera ale to koniec. Nie wyobrażam sobie teraz naszej przyszłości. Przykro mi wy trajkotał Malik i wybiegł zdenerwowany z sali.
W sumie to sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może po prostu nie chciałam mu zniszczyć kariery. 
Potem opowiedziałam wszystko Jessice. Ponieważ czułam się dobrze ona zabrała mnie do swojej kawiarni. 
- Addie dlaczego go okłamałaś?- pytała dociekliwie Jess,
- Nie wiem. Nie chcę o tym mówić- powiedziałam ze smutkiem.
Nagle do kawiarni wszedł Liam.
- O boże! Jess, ukryj mnie-krzyknęłam.-ukryj mnie choćby pod stołem- i nie czekając na odpowiedź czmychnęłam pod stolik. Dobrze, że obrusik był do samej ziemi.
Pech to pech. Liam musiał usiąść przy stoliku pod którym byłam.
- Siemka Addie - powiedział radośnie Li.
-Heej - powiedziałam nie śmiało wyglądając spod stołu
- Co robisz pod stołem? - zapytał z uśmiechem Payne.
-Eee... a nie ważne - powiedziałam speszona.
- Współczuję ci. Pasowaliście do siebie z Zaynem. Szkoda, że to się tak wszystko potoczyło. Ale ja i tak wam kibicuje - krzyknął energicznie Liam.
- Dzięki. Ja już pójdę. Być może się już nie spotkamy bo wyprowadzam się z Londynu. Pozdrów resztę zespołu- powiedziałam.
- To przykre, ale to nie moje życie więc nie wtrącam się. Życzę ci szczęścia - odparł ze smutkiem Li i przytulił mnie.
Byłam bardzo przybita tą sytuacją. Bo faktycznie się wyprowadzałam i to było straszne. Mama plotła coś o jakimś Homles Chapel. To chyba jakieś miasto. Dokładnie nie wiem bo nie znam dobrze Anglii. Jestem wychowywana pod kloszem.


_______________________________________________________________


OTO KOLEJNY ROZDZIAŁ. JESZCZE RAZ APELUJĘ O TO ABYŚCIE OBSERWOWALI BLOGA I POMOGLI MI GO ODNOWIĆ!!!!!

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział XI

                         Gdy rano się obudziłam u mego boku Zayna już nie było. Przeraziłam się,że tylko mnie wykorzystał ale na szczęście zostawił karteczkę; "Addie, musiałem już iść bo mam próbę. Zdzwonimy się później". Uspokoiłam się. Nagle przed moimi oczyma zaczęły migać białe plamki. W moich uszach zaczęło piszczeć i serce waliło mi jak młot. Chyba zemdlałam. CHYBA, bo później obudziłam się na ziemi. Podniosłam się z dużym trudem. Bolała mnie przy tym głowa i było mi strasznie nie dobrze. Zadzwoniłam do mamy - wyłączony telefon, zadzwoniłam do taty - wyłączony. Nie wiedziałam co robić. Nogi mi się trzęsły. Do kogo zadzwonić? Został tylko Zayn, ale on ma próbę. Zaczęłam płakać z bezsilności. Nagle ścisnął mnie brzuch i błeee - zwymiotowałam. Mimo to wcale nie poczułam ulgi. Czułam się jeszcze fatalniej. Rodzice wciąż nie odbierali. Musiałam zadzwonić do Zayna. Modliłam się by odebrał:
- Cześć Addie, słuchaj mam próbę zadzwonię do ciebie w przerwie - odezwał się Zayn w słuchawce.
- Zayn, nie rozłączaj się! Ja chyba umieram!-krzyknęłam.
-Co ? Addie , co się dzieje? - zapytał zaskoczonym głosem.
- Tak się źle czuje, zemdlałam przed chwilą i łeb mnie boli i rzygałam i chyb... błeeee ( znowu zwymiotowałam) , pomóż mi, moji rodzice nie odbierają! Zayn błagam! 
- Kochanie, uspokój się, weź kroplę żołądkowe i połóż się do łóżka. Ja nie mogę teraz przyjechać!- powiedział przestraszony Zayn.
- Dobrze, tak się źle czuje. Zadzwoń do mnie późn.......................  
Nie wiem co powiedział Zayn bo zemdlałam. Gdy się obudziłam byłam w karetce a nade mną stali sanitariusze. 
- Gdzie jestem?- zapytałam słabym głosem.
- Proszę nie mówić. Jedziemy do szpitala. Prawdopodobnie zatruła się pani czymś i może siepani odwodnić - powiedział jeden z sanitariuszy.
  Gdy zajechaliśmy do szpitala szybko wwieźli mnie do jakiejś sali. Pielęgniarka dała mi tam jakiś zastrzyk i razem z drugą pielęgniarką położyła mnie na łóżko. Chwile później podpięły mnie do kroplówki.
- Spokojnie, będzie dobrze, musisz chwilkę poczekać. Lekarz będzie za 20 minut - powiedziała jedna z pielęgniarek.
Nagle do pomieszczenia wszedł Zayn, Harry, Louis, Liam i Niall. Wszyscy podbiegli do łóżka i zrobił się mały harmider.
- Hola, hola! Panienka jest osłabiona proszę wyjść. Ewentualnie jedna osoba może zostać na maksymalnie 5-10 min - powiedziała pielęgniarka. 
Został Zayn. Złapał mnie za rękę i powiedział, że zemdlałam i że to on wezwał pogotowie.  Mówił, że próbował skontaktować się z moimi rodzicami ale są poza zasięgiem.
- Ale jak ty się w ogóle czujesz? - zapytał mnie troskliwie.
- Trochę głowa mnie boli ale już jest lepiej, bo pielęgniarka dała mi chyba jakiś zastrzyk z lekarstwem.
- To dobrze, ja już wyjdę bo zaraz przyjdzie lekarz. Będziemy z chłopakami czekać przed salom - powiedział Zayn i wyszedł.
Chwilę później przyszedł lekarz. Nie chce mi się tego opisywać ale ogólnie zabrał mnie na badanie krwi i na USG jamy brzusznej. Potem dostałam jakieś leki i miałam chwilę spokoju. Gdy doktor wychodził z sali dodał:
- Dobrze, że pielęgniarki dały pani wcześniej łagodne leki bo jakieś inne mogły  by zaszkodzić płodowi. 
- Jakiemu płodowi? - zapytałam ze zdziwieniem.
-  No jak to jakiemu? Jest pani w ciąży, to co pani nosi teraz w sobie nazywa się płód, dopiero potem możemy to nazwać dzieckiem - powiedział spokojnie lekarz.
- Jak to jestem w ciąży co pan  mówi! - krzyknęłam.
- To pani nie wiedziała? Jest pani w ciąży - drugi tydzień. 
- Jak to? To nie możliwe! To znaczy, że dlatego źle się czuję i dlatego tu jestem? - zapytałam nerwowo.
- Nie, ciąża nie ma tu nic do gadania. Zatruła się pani przeterminowanym mlekiem - powiedział lekarz i wyszedł.
Po prostu cudownie. Byłam w ciąży. "Rodzice mnie zabiją" - pomyślałam. Ale z kim ? Z Zaynem? 
Potem nie miałam już ochoty z nikim gadać i udawałam, że śpię. Od tego udawania zachciało mi się spać i na prawdę zasnęłam.


____________________________________________________________

UHH, NIE BYŁO DŁUGO ROZDZIAŁU. PRZEPRASZAM WAS. OBIECUJE, ŻE ROZDZIAŁY BĘDĄ JUŻ CZĘŚCIEJ ;) 

sobota, 9 lutego 2013

Niedługo kolejny rozdział.

Długo nie pisałam bo brak czasu ale nadrobię to. Jutro będzie kolejny rozdział. Nie myślcie, że blog zakończył swoją działalność ;) O nie! Nigdy ! To krótki post bo tylko na takiego mam czas.




Papa ♥ .