sobota, 11 maja 2013
Nowy Blog!
Mam nowy blog z imaginami. Opowieść o 1d. Zapraszam! http://we-love-1d-imagine.blogspot.com/
wtorek, 9 kwietnia 2013
Rozdział X
Wróciłam do domu razem z rodzicami, Niall nie mógł mnie odprowadzić. Od razu poszłam do łóżka. Mama przyniosła mi herbatę i tak sobie leżałam. Bardzo dużo myślałam o moim życiu ... o Niallu, o przeprowadzce do Holmes Chapel. Kompletnie nie wiedziałam co będzie dalej. Rodzice byli już na walizkach na dniach mieliśmy się przeprowadzić.
Tak mijały moje kolejne dni. Taty coraz dłużej nie było w domu bo zawoził meble do nowego mieszkania.
W końcu po 4 dniach leżenia nadeszły jakieś konkretne wiadomość. Nie były to dla mnie fajne informacje.
Pierwsza z nich to taka, że jeszcze tego samego dnia wyprowadzamy się do Holmes Chapel. Czekała nas bardzo długa droga. Kolejna informacja zwaliła mnie z nóg. Chłopaki zaczynają trasę koncertową. Oznacza to, że zobaczę Nialla i resztę chłopców dopiero za 4 miesiące gdy będą mieli 2 dni przerwy. Myślałam, że umrę z tęsknoty. Trasa rozpoczynała się w dzień przeprowadzki. Najgorsze było to, że nie mogłam pożegnać się z Niallem bo rodzice zakazali.
Około godziny 14 byliśmy gotowi do drogi. Ja miałam powoli przejść do samochodu i nawet w nim leżeć. Boże, ciągle tylko leżeć. Fakt niby straciłam dziecko i nie jest mi to obojętne bo w końcu trochę się przywiązałam ale to przesada żebym ciągle leżała. Nie czułam się świetnie, ale też nie fatalnie i mogłam iść o własnych siłach. Rodzice kazali mi zaczekać pod samochodem, a oni pójdą po coś tam ze strychu. Wykorzystując ten moment postanowiłam zwiać pod dom chłopaków z 1d i się pożegnać. Serce waliło mi jak młot bo bałam się, że zostanę przyłapana ale w końcu raz się żyje. Zaczęłam podążać na przystanek autobusowy. Akurat miałam szczęście bo na autobus czekałam tylko ok. minutę.
W trakcie drogi do chłopców całkiem odechciało mi się przeprowadzki - nigdy jej nie chciałam ale tym razem byłam pewna, że tego nie przeżyję. Myślałam nad tym aby zabrać się z chłopcami ale moje dwie połówki charakteru mówiły co innego. Połówka stanowczej i upartej dziewczyny mówiła ' Idź, idź. Spędzisz dużo czasu ze swoim ukochanym. Rodzice w końcu zrozumieją, że to prawdziwa miłość! ' , a połówka nieśmiałej i grzecznej dziewczynki głosi : ' nie rób tego rodzicom załamią się' . Wybrałam wersję pierwszą bo jednak trochę się bałam.
Gdy dotarłam pod dom chłopców stał tam już ich Tour Bus. Było w okół niego pusto. Na szczęście z wnętrza wyszedł Louis który był chyba zaaferowany pakowaniem się bo mnie nie zauważył.
-Hej Louis - powiedziałam nie śmiało.
-Siemka Addie - odpowiedział zwyczajnie Lou. - zaraz, zaraz ... co ty tu robisz?! - wykrzyknął po chwili.
-Em.. no w sumie to się zaraz wyprowadzam do Holmes Chapel i chcę się pożegnać, w szczególności z Niallem - odparłam.
-Ah.. no tak coś tam kiedyś mówiłaś o tym mieście ale nie wiedziałem, że dziś.. - powiedział smutno pasiasty.
Donośnym krzykiem zawołał Nialla. Mój ukochany wyszedł. Włosy miał nieco roztrzepane i nie równo zapięte guziki w swetrze. Podbiegłam do niego z uśmiechem.
- Oj, panie Horan... grzebień pan widział? - zapytałam ze śmiechem gładząc jego czuprynę i zapinając przy okazji guziki równo.
-Po co przyszłaś? - zapytał oschle.
-Jak po co? Pożegnać się z tobą. Ja też wyjeżdżam tyle, że na stałe do Holmes Chapel - odpowiedziałam nieco zdziwiona.
-Aha fajnie, że cokolwiek mi mówisz. Myślałem, że na poważnie traktujesz nasz związek - powiedział poirytowany.
Myślałam, że wybuchnę ze złości. O co mu chodziło? Zawsze coś musiałam schrzanić.
- Ja nie mogłam zadzwonić ... - powiedziałam ze łzami.
- Taak? To co byś dla mnie zrobiła żeby mi udowodnić, że to uczucie jest prawdziwe ? - zapytał Niall.
Żaden pomysł udowodnienia miłości nie przychodził mi do głowy. Serce zaczęło mi mocno bić z obawy, że stracę Nialla na zawszę. Nagle, zupełnie mi odbiło i krzyknęłam:
- Pojadę z wami, z dobą w trasę. Będę cię wspierać i chłopców też. Ja bym nie wytrzymała z tęsknoty.
Wypowiadając to zdanie pocałowałam go. Nagle kierowca Tour Busa kazał wchodzić do środka.
Niall popatrzył na mnie i wsiadł z resztą chłopaków a ja wparowałam za nimi. Ruszyliśmy.
-Addie! Co ty robisz? - powiedział Horan.
- Jak co? Kocham cię i jadę bo nie wytrzymam z tęsknoty - odparłam zwyczajnym tonem.
Chłopcy w tym Nialler ze zdziwieniem się na mnie patrzyli ale w końcu uśmiechnęli się.
-No dobra, możesz zostać! Zgadzacie się chłopaki!- powiedział Niall z uśmiechem.
-Tak, tak, tak! - wykrzyczeli chórem chłopcy.
---------------------------------------------------------------
OTO KOLEJNY ROZDZIAŁ. MYŚLĘ, ŻE PRZYPADŁ WAM DO GUSTU. CZEKAJCIE NA NASTĘPNY ;)
Tak mijały moje kolejne dni. Taty coraz dłużej nie było w domu bo zawoził meble do nowego mieszkania.
W końcu po 4 dniach leżenia nadeszły jakieś konkretne wiadomość. Nie były to dla mnie fajne informacje.
Pierwsza z nich to taka, że jeszcze tego samego dnia wyprowadzamy się do Holmes Chapel. Czekała nas bardzo długa droga. Kolejna informacja zwaliła mnie z nóg. Chłopaki zaczynają trasę koncertową. Oznacza to, że zobaczę Nialla i resztę chłopców dopiero za 4 miesiące gdy będą mieli 2 dni przerwy. Myślałam, że umrę z tęsknoty. Trasa rozpoczynała się w dzień przeprowadzki. Najgorsze było to, że nie mogłam pożegnać się z Niallem bo rodzice zakazali.
Około godziny 14 byliśmy gotowi do drogi. Ja miałam powoli przejść do samochodu i nawet w nim leżeć. Boże, ciągle tylko leżeć. Fakt niby straciłam dziecko i nie jest mi to obojętne bo w końcu trochę się przywiązałam ale to przesada żebym ciągle leżała. Nie czułam się świetnie, ale też nie fatalnie i mogłam iść o własnych siłach. Rodzice kazali mi zaczekać pod samochodem, a oni pójdą po coś tam ze strychu. Wykorzystując ten moment postanowiłam zwiać pod dom chłopaków z 1d i się pożegnać. Serce waliło mi jak młot bo bałam się, że zostanę przyłapana ale w końcu raz się żyje. Zaczęłam podążać na przystanek autobusowy. Akurat miałam szczęście bo na autobus czekałam tylko ok. minutę.
W trakcie drogi do chłopców całkiem odechciało mi się przeprowadzki - nigdy jej nie chciałam ale tym razem byłam pewna, że tego nie przeżyję. Myślałam nad tym aby zabrać się z chłopcami ale moje dwie połówki charakteru mówiły co innego. Połówka stanowczej i upartej dziewczyny mówiła ' Idź, idź. Spędzisz dużo czasu ze swoim ukochanym. Rodzice w końcu zrozumieją, że to prawdziwa miłość! ' , a połówka nieśmiałej i grzecznej dziewczynki głosi : ' nie rób tego rodzicom załamią się' . Wybrałam wersję pierwszą bo jednak trochę się bałam.
Gdy dotarłam pod dom chłopców stał tam już ich Tour Bus. Było w okół niego pusto. Na szczęście z wnętrza wyszedł Louis który był chyba zaaferowany pakowaniem się bo mnie nie zauważył.
-Hej Louis - powiedziałam nie śmiało.
-Siemka Addie - odpowiedział zwyczajnie Lou. - zaraz, zaraz ... co ty tu robisz?! - wykrzyknął po chwili.
-Em.. no w sumie to się zaraz wyprowadzam do Holmes Chapel i chcę się pożegnać, w szczególności z Niallem - odparłam.
-Ah.. no tak coś tam kiedyś mówiłaś o tym mieście ale nie wiedziałem, że dziś.. - powiedział smutno pasiasty.
Donośnym krzykiem zawołał Nialla. Mój ukochany wyszedł. Włosy miał nieco roztrzepane i nie równo zapięte guziki w swetrze. Podbiegłam do niego z uśmiechem.
- Oj, panie Horan... grzebień pan widział? - zapytałam ze śmiechem gładząc jego czuprynę i zapinając przy okazji guziki równo.
-Po co przyszłaś? - zapytał oschle.
-Jak po co? Pożegnać się z tobą. Ja też wyjeżdżam tyle, że na stałe do Holmes Chapel - odpowiedziałam nieco zdziwiona.
-Aha fajnie, że cokolwiek mi mówisz. Myślałem, że na poważnie traktujesz nasz związek - powiedział poirytowany.
Myślałam, że wybuchnę ze złości. O co mu chodziło? Zawsze coś musiałam schrzanić.
- Ja nie mogłam zadzwonić ... - powiedziałam ze łzami.
- Taak? To co byś dla mnie zrobiła żeby mi udowodnić, że to uczucie jest prawdziwe ? - zapytał Niall.
Żaden pomysł udowodnienia miłości nie przychodził mi do głowy. Serce zaczęło mi mocno bić z obawy, że stracę Nialla na zawszę. Nagle, zupełnie mi odbiło i krzyknęłam:
- Pojadę z wami, z dobą w trasę. Będę cię wspierać i chłopców też. Ja bym nie wytrzymała z tęsknoty.
Wypowiadając to zdanie pocałowałam go. Nagle kierowca Tour Busa kazał wchodzić do środka.
Niall popatrzył na mnie i wsiadł z resztą chłopaków a ja wparowałam za nimi. Ruszyliśmy.
-Addie! Co ty robisz? - powiedział Horan.
- Jak co? Kocham cię i jadę bo nie wytrzymam z tęsknoty - odparłam zwyczajnym tonem.
Chłopcy w tym Nialler ze zdziwieniem się na mnie patrzyli ale w końcu uśmiechnęli się.
-No dobra, możesz zostać! Zgadzacie się chłopaki!- powiedział Niall z uśmiechem.
-Tak, tak, tak! - wykrzyczeli chórem chłopcy.
---------------------------------------------------------------
OTO KOLEJNY ROZDZIAŁ. MYŚLĘ, ŻE PRZYPADŁ WAM DO GUSTU. CZEKAJCIE NA NASTĘPNY ;)
sobota, 6 kwietnia 2013
Rozdział IX
Sypialnia Nialla była ogromna i cała biała. W kącie stała jego ukochana gitara, obok była ogromna szafa z lustrem. Ogółem pokój jak marzenie... Zaczęliśmy się rozbierać. Robiło się namiętnie. Zaczęliśmy się całować. Ah... Horan świetnie całuje.
- Fajny tatuaż - szepnął z przekąsem Niall widząc mój tatoo z napisem 'Zayn ♥' Chyba mu się nie spodobał. Zresztą mi też więc co tam.
-Daj spokój, nie wiem co mam z nim zrobić. Nie mówmy teraz o tym - odparłam i zaczęłam namiętnie go całować.
Robiło się coraz to namiętniej gdy nagle zapaliło się światło.
-Zostaw ją! Ona jest w ciąży debilu! - krzyknął głos należący do Zayna.
-Noo...-potwierdził Lou, Hazza i Liam.
-Co?Jak? Dlaczego? Z tobą, Zayn? - powiedział zdezorientowany Niall zakrywając się kołdrą.
-Tak z Zaynem - przez przypadek się wygadałam.
-Co? - krzyknął Zayn. - nie kłam! - dodał po chwili.
-Nie kłamię, na prawdę! Ja nie chciałam ci niszczyć kariery i wymyśliłam tą zdradę. Serio - powiedziałam z płaczem.
-Ale Addie, nie zniszczyłabyś mi kariery. Czemu mnie okłamałaś - zapytał Malik.
- Bo tak - krzyknęłam i wybiegłam z pokoju zakrywając się ciuchami.
Gdy schodziłam ze schodów nadepnęłam na kawałek spodni które niosłam i BUM. Spadłam z nich.
Obudziły mnie głosy chłopaków.
- ....no mówię wam, że ma okres ... - mówił Louis.
-Jaki okres. Co ty gadasz. Coś się jej przecięło taaam.... - powiedział Harry.
-Chyba tobie - powiedział ze śmiechem Lou.
-Chłopcy, trochę powagi. Bóg wie co jej się mogło stać - powiedział Liam.
-Gdzie ta cholerna karetka - krzyknął Niall.
Po chwili karetka przyjechała. Dziwne było to, że wszystko słyszałam ale nie otwierałam oczu.
Ocknęłam się dopiero w szpitalu. Nade mną stała pielęgniarka a obok siedział Niall, który ocierał łzy.
-Co się stało? - zapytałam.
-Nie będę zwlekać - powiedziała pielęgniarka. - pani poroniła. Przykro mi. Proszę odpoczywać - dodała i wyszła.
-To moja wina. To prze ze mnie. Nikt mi nie powiedział, rozumiesz? NIKT! - krzyczał Niall.
-Kochanie, spokojnie. Tak musiało być. Nie chciałam wychowywać dziecka kogoś kto mnie nie chce!- uspakajałam go.
-Jesteś w stanie powiedzieć do mnie 'kochanie' po tym co ci zrobiłem? - odpowiedział Horan i zalał się łzami.
-Tak jestem w stanie, bo uświadomiłam sobie, że to w tobie jestem zakochana, z tobą chcę być co by się nie wydarzyło. Przy tobie chcę budzić się rano i z tobą spędzać czas. Rozumiesz mnie Horan?! - krzyknęłam płacząc bo wzruszyłam się moją mową.
-Więc... chcesz żebyśmy byli razem? - zapytał patrząc na mnie załzawionymi niebieskimi oczyskami.
- Tak ! Chcę tego! - powiedziałam z uśmiechem.
Niall uśmiechnął się i bez słów mnie pocałował.
Mój ukochany siedział przy mnie cały czas. Gładził mnie po głowie, trzymał za rękę i co jakiś czas cmokał mnie to w czoło to w policzek. Gdy poczułam się lepiej przyszli rodzice. Od razu zaczęli rzucać się do Nialla o to, że zrobił mi dziecko ale wytłumaczyłam im wszytko. Wszystko czyli, że poroniłam i że kocham teraz Nialla itd. Rodzice chyba zaakceptowali chłopaka bo nie mieli specjalnie złych min.
-Addie, możemy już jechać do domu. Lekarz pozwolił tylko musisz i w domu leżeć - powiedziała mama.
Ucieszyłam się. Ubrałam się i trzymając się Nialla( bo byłam za słaba by iść sama) wyszłam z sali. Ku mojemu zdziwieniu byli tam jeszcze chłopcy. Zayn patrzył na mnie jakby chciał mi przekazać, że chce pogadać. Zrobiłam to.
-Addie, to teraz będziesz już z Niallem na poważnie, tak? - zapytał.
-Tak Zayn. Myślę, że to coś poważnego, ale nie chce zakańczać znajomości tobą, bądźmy przyjaciółmi - powiedziałam - a jak pan Malik będzie grzeczny to załatwię panu randkę z kimś atrakcyjnym -dodałam z uśmiechem. Mając na myśli kogoś atrakcyjnego chodziło mi o Aurorę, która chyba też jest fanką 1d sądząc po tym, że w jej szafce wisi ich pełno plakatów.
Zayn zaśmiał się i powiedział:
-Z chęcią poznam tą dziewczynę! A teraz idź już bo trójka osób które cię kochają na ciebie czeka.
Oczywiście chodziło mu o Nialla, mamę i tatę. Bo to fakt oni kochają mnie a ja ich.
--------------------------------
PISZĄC TEN ROZDZIAŁ CZUŁAM SIĘ JAKBYM PISAŁA HAPPY ANDY LECZ TO JESZCZE NIE KONIEC PRZYGÓD ADDIE I ONE DIRECTION. NIE BĘDZIE JESZCZE TAK PERFEKCYJNIE KOLOROWO W ICH ŻYCIU.
- Fajny tatuaż - szepnął z przekąsem Niall widząc mój tatoo z napisem 'Zayn ♥' Chyba mu się nie spodobał. Zresztą mi też więc co tam.
-Daj spokój, nie wiem co mam z nim zrobić. Nie mówmy teraz o tym - odparłam i zaczęłam namiętnie go całować.
Robiło się coraz to namiętniej gdy nagle zapaliło się światło.
-Zostaw ją! Ona jest w ciąży debilu! - krzyknął głos należący do Zayna.
-Noo...-potwierdził Lou, Hazza i Liam.
-Co?Jak? Dlaczego? Z tobą, Zayn? - powiedział zdezorientowany Niall zakrywając się kołdrą.
-Tak z Zaynem - przez przypadek się wygadałam.
-Co? - krzyknął Zayn. - nie kłam! - dodał po chwili.
-Nie kłamię, na prawdę! Ja nie chciałam ci niszczyć kariery i wymyśliłam tą zdradę. Serio - powiedziałam z płaczem.
-Ale Addie, nie zniszczyłabyś mi kariery. Czemu mnie okłamałaś - zapytał Malik.
- Bo tak - krzyknęłam i wybiegłam z pokoju zakrywając się ciuchami.
Gdy schodziłam ze schodów nadepnęłam na kawałek spodni które niosłam i BUM. Spadłam z nich.
Obudziły mnie głosy chłopaków.
- ....no mówię wam, że ma okres ... - mówił Louis.
-Jaki okres. Co ty gadasz. Coś się jej przecięło taaam.... - powiedział Harry.
-Chyba tobie - powiedział ze śmiechem Lou.
-Chłopcy, trochę powagi. Bóg wie co jej się mogło stać - powiedział Liam.
-Gdzie ta cholerna karetka - krzyknął Niall.
Po chwili karetka przyjechała. Dziwne było to, że wszystko słyszałam ale nie otwierałam oczu.
Ocknęłam się dopiero w szpitalu. Nade mną stała pielęgniarka a obok siedział Niall, który ocierał łzy.
-Co się stało? - zapytałam.
-Nie będę zwlekać - powiedziała pielęgniarka. - pani poroniła. Przykro mi. Proszę odpoczywać - dodała i wyszła.
-To moja wina. To prze ze mnie. Nikt mi nie powiedział, rozumiesz? NIKT! - krzyczał Niall.
-Kochanie, spokojnie. Tak musiało być. Nie chciałam wychowywać dziecka kogoś kto mnie nie chce!- uspakajałam go.
-Jesteś w stanie powiedzieć do mnie 'kochanie' po tym co ci zrobiłem? - odpowiedział Horan i zalał się łzami.
-Tak jestem w stanie, bo uświadomiłam sobie, że to w tobie jestem zakochana, z tobą chcę być co by się nie wydarzyło. Przy tobie chcę budzić się rano i z tobą spędzać czas. Rozumiesz mnie Horan?! - krzyknęłam płacząc bo wzruszyłam się moją mową.
-Więc... chcesz żebyśmy byli razem? - zapytał patrząc na mnie załzawionymi niebieskimi oczyskami.
- Tak ! Chcę tego! - powiedziałam z uśmiechem.
Niall uśmiechnął się i bez słów mnie pocałował.
Mój ukochany siedział przy mnie cały czas. Gładził mnie po głowie, trzymał za rękę i co jakiś czas cmokał mnie to w czoło to w policzek. Gdy poczułam się lepiej przyszli rodzice. Od razu zaczęli rzucać się do Nialla o to, że zrobił mi dziecko ale wytłumaczyłam im wszytko. Wszystko czyli, że poroniłam i że kocham teraz Nialla itd. Rodzice chyba zaakceptowali chłopaka bo nie mieli specjalnie złych min.
-Addie, możemy już jechać do domu. Lekarz pozwolił tylko musisz i w domu leżeć - powiedziała mama.
Ucieszyłam się. Ubrałam się i trzymając się Nialla( bo byłam za słaba by iść sama) wyszłam z sali. Ku mojemu zdziwieniu byli tam jeszcze chłopcy. Zayn patrzył na mnie jakby chciał mi przekazać, że chce pogadać. Zrobiłam to.
-Addie, to teraz będziesz już z Niallem na poważnie, tak? - zapytał.
-Tak Zayn. Myślę, że to coś poważnego, ale nie chce zakańczać znajomości tobą, bądźmy przyjaciółmi - powiedziałam - a jak pan Malik będzie grzeczny to załatwię panu randkę z kimś atrakcyjnym -dodałam z uśmiechem. Mając na myśli kogoś atrakcyjnego chodziło mi o Aurorę, która chyba też jest fanką 1d sądząc po tym, że w jej szafce wisi ich pełno plakatów.
Zayn zaśmiał się i powiedział:
-Z chęcią poznam tą dziewczynę! A teraz idź już bo trójka osób które cię kochają na ciebie czeka.
Oczywiście chodziło mu o Nialla, mamę i tatę. Bo to fakt oni kochają mnie a ja ich.
--------------------------------
PISZĄC TEN ROZDZIAŁ CZUŁAM SIĘ JAKBYM PISAŁA HAPPY ANDY LECZ TO JESZCZE NIE KONIEC PRZYGÓD ADDIE I ONE DIRECTION. NIE BĘDZIE JESZCZE TAK PERFEKCYJNIE KOLOROWO W ICH ŻYCIU.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Rozdział XIII
Następnego dnia, nieco załamana, poszłam do szkoły. Dowiedziałam się, że są wybory na przewodniczącego szkoły. Wisiało pełno plakatów na ścianach. Najwięcej było Aurory Marmouget - obecnej przewodniczącej. Dżizas, po co jej druga kadencja. Nigdy nie lubiłam tej Aurory. Podeszłam pod salę od fizyki, bo to była moja pierwsza lekcja. Nagle zauważyłam moje zdjęcie na przeciwnej ścianie. Podeszłam bliżej.
'ADDIE DEUTROM - WASZA NOWA PRZEWODNICZĄCA, GŁOSUJCIE A ODMIENI SIĘ LOS NASZEJ SZKOŁY'
Taki widniał napis pod moim zdjęciem. Musiałam dowiedzieć się kto mnie zgłosił. Podczas przerwy łaziłam po szkole i patrzyłam ile jest moich plakatów. Naliczyłam 8, ale to chyba nie wszystko. Nagle podbiegła do mnie pierwszo - licealistka.
- Ty jesteś Addie? Jejuś, kocham cię. Zazdroszczę ci. Mogę autograf? - zapytała.
-Ale jaki autograf po co? Przecież ja nie jestem żadną gwiazdą - roześmiałam się.
-Jak to nie? A to?- powiedziała młoda wskazując na jeden z plakatów na którym widniało zdjęcie na którym całuje się z Zaynem, a tak brzmiało hasło 'ADDIE DOBRZE ZAYNA ZNA, GŁOSUJ NA NIĄ ON ODWIEDZI NAS'.
Zaniemówiłam.
-Ja kocham One Direction. Zayna w szczególności. Tak bardzo ci zazdroszczę, tak bardzo! - krzyczała ze łzami w oczach dziewczyna.
-E,e... ja, ja ... yyy... bo .....yyy.....
- Ona ci załatwi widzenia z One Direction!- przerwała mi nagle Jessica.
-Serio? - krzyknęła młoda.
-Serio?- krzyknęłam.
- No jasne. Ona jest ich przyjaciółką. Odezwiemy się w tej sprawie tylko jak się nazywasz? - zapytała Jess.
- Ja jestem Alison - odparła nieśmiało.
-Pięęęknie, odezwiemy się .... - rzekła moje przyjaciółka.
Przez kilka minut stałam jak słup soli! Nie mogłam dociec co się właśnie stało.
- Jess, jak mogłaś? Ty mnie zgłosiłaś? Ja nie mam czasu na bycie przewodniczącą. A to z Zaynem? Co ty odwalasz? - krzyknęłam.
- Luzik, będzie gites. Chodź na fizę - odpowiedziała Jess ze spokojem.
Dalsze lekcje mijały bez szwanku. Aczkolwiek czułam dużą złość do Jessiki. Jak ona mogła mi to zrobić.
Na przerwie przed 8 lekcją - matmą podeszła do mnie Aurora Marmouget.
- No proszę, proszę... Myślisz, że jak wstawisz zdjęcie z jakimś chłoptasiem to na ciebie będą głosować? Szkoda mi cię kochanie - rzekła.
- Daj mi spokój ok? Po co ci druga kadencja?- zapytałam.
- Jak po co? Przeszłam do 3 klasy. Trzeba pokazać maluchom kto tu rządzi. Nigdy nie było tak żeby ktoś z 2 lub 1 był przewodniczącym, tylko mi się ostatnio zdarzyło więc odpuść sobie!- krzyknęła Aurora.
Nie wdawałam się w dalszą dyskusję.
Po lekcjach nie bardzo wiedziałam gdzie iść bo z rodzicami mam napiętą atmosferę. Postanowiłam się przejść wzdłuż lasu. Nie wiem dlaczego ale nikogo tam nie było. Zawsze spacerowały tam staruszki, matki z dziećmi itp. Ale w takiej ciszy może i lepiej. Szłam i szłam. Nagle zrobiło mi się gorąca. I... zemdlałam .. prawdopodobnie.
Obudziłam się w jakimś samochodzie. Tak dokładniej na tylnym siedzeniu. Byłam pewna, że jestem porwana.
-Zostaw... zostaw mnie zboczeńcu .... nie gwałć mnie... już kiedyś doświadczyłam tego !!! - zaczęłam krzyczeć z płaczem.
Samochód się zatrzymał. Myślałam, że zemdleję. Moim 'gwałcicielem' był Niall.
-Addie, spokojnie. Wracałem od dentysty i zobaczyłem osobę leżącą na trawie. To byłaś ty. Właśnie wiozę cię do twojego domu - powiedział Horan.
-NIE! Nie do mojego domu.. proszę... i nie pytaj dlaczego... - powiedziałam.
-No dobrze, jedziemy do mnie. Chłopaków nie ma to porobimy coś fajnego-powiedział z uśmiecham Nialler.
Gdy przyjechaliśmy do Willi Niall wprowadził mnie do salonu. Usiadłam. Razem z Niallem długo gadaliśmy. On miał takie piękne oczy, że nie mogłam się skupić. Przypomniał mi się Zayn. Nie wiem czemu. Nagle łza pociekła po moim policzku. Zaczęły się toczyć strumieniami. Nie potrafiłam ich powstrzymać. Tyle wspomnień miałam w tym domu.
- Co się dzieje? - zapytał przerażony Niall.
- Wspomnienia ... - rzekłam cicho.
- Uspokój się, dobrze? Zmienimy miejsce. Pojedziemy gdzieś. Ale nie płacz. Addie, popatrz na mnie i przyrzeknij, że nie będziesz już płakać - wygłosił mowę Horanek.
Spojrzałam w oczy Nialla. Nie mogłam wydusić słowa.
-Jakie ładne oczy. Takie ładne... kocham je... - pisnęłam cicho przez łzy.
-Ładne? Podobają ci się? - zapytał Niall.
-Tak...- odpowiedziałam i pocałowałam go.
On nic nie odpowiedział. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Bez słów. Zapowiadał się romantyczny wieczór. Bardzo romantyczny i namiętny.
______________________________________________________________________
UHU, MOJA OPOWIEŚĆ STANIE SIĘ BYĆ NAMIĘTNA. COŚ DLA ZBOCZUSZKÓW ;) NIE, OCZYWIŚCIE TAKI ŻARCIK ;) PROSZĘ O KOMENTARZE.
'ADDIE DEUTROM - WASZA NOWA PRZEWODNICZĄCA, GŁOSUJCIE A ODMIENI SIĘ LOS NASZEJ SZKOŁY'
Taki widniał napis pod moim zdjęciem. Musiałam dowiedzieć się kto mnie zgłosił. Podczas przerwy łaziłam po szkole i patrzyłam ile jest moich plakatów. Naliczyłam 8, ale to chyba nie wszystko. Nagle podbiegła do mnie pierwszo - licealistka.
- Ty jesteś Addie? Jejuś, kocham cię. Zazdroszczę ci. Mogę autograf? - zapytała.
-Ale jaki autograf po co? Przecież ja nie jestem żadną gwiazdą - roześmiałam się.
-Jak to nie? A to?- powiedziała młoda wskazując na jeden z plakatów na którym widniało zdjęcie na którym całuje się z Zaynem, a tak brzmiało hasło 'ADDIE DOBRZE ZAYNA ZNA, GŁOSUJ NA NIĄ ON ODWIEDZI NAS'.
Zaniemówiłam.
-Ja kocham One Direction. Zayna w szczególności. Tak bardzo ci zazdroszczę, tak bardzo! - krzyczała ze łzami w oczach dziewczyna.
-E,e... ja, ja ... yyy... bo .....yyy.....
- Ona ci załatwi widzenia z One Direction!- przerwała mi nagle Jessica.
-Serio? - krzyknęła młoda.
-Serio?- krzyknęłam.
- No jasne. Ona jest ich przyjaciółką. Odezwiemy się w tej sprawie tylko jak się nazywasz? - zapytała Jess.
- Ja jestem Alison - odparła nieśmiało.
-Pięęęknie, odezwiemy się .... - rzekła moje przyjaciółka.
Przez kilka minut stałam jak słup soli! Nie mogłam dociec co się właśnie stało.
- Jess, jak mogłaś? Ty mnie zgłosiłaś? Ja nie mam czasu na bycie przewodniczącą. A to z Zaynem? Co ty odwalasz? - krzyknęłam.
- Luzik, będzie gites. Chodź na fizę - odpowiedziała Jess ze spokojem.
Dalsze lekcje mijały bez szwanku. Aczkolwiek czułam dużą złość do Jessiki. Jak ona mogła mi to zrobić.
Na przerwie przed 8 lekcją - matmą podeszła do mnie Aurora Marmouget.
- No proszę, proszę... Myślisz, że jak wstawisz zdjęcie z jakimś chłoptasiem to na ciebie będą głosować? Szkoda mi cię kochanie - rzekła.
- Daj mi spokój ok? Po co ci druga kadencja?- zapytałam.
- Jak po co? Przeszłam do 3 klasy. Trzeba pokazać maluchom kto tu rządzi. Nigdy nie było tak żeby ktoś z 2 lub 1 był przewodniczącym, tylko mi się ostatnio zdarzyło więc odpuść sobie!- krzyknęła Aurora.
Nie wdawałam się w dalszą dyskusję.
Po lekcjach nie bardzo wiedziałam gdzie iść bo z rodzicami mam napiętą atmosferę. Postanowiłam się przejść wzdłuż lasu. Nie wiem dlaczego ale nikogo tam nie było. Zawsze spacerowały tam staruszki, matki z dziećmi itp. Ale w takiej ciszy może i lepiej. Szłam i szłam. Nagle zrobiło mi się gorąca. I... zemdlałam .. prawdopodobnie.
Obudziłam się w jakimś samochodzie. Tak dokładniej na tylnym siedzeniu. Byłam pewna, że jestem porwana.
-Zostaw... zostaw mnie zboczeńcu .... nie gwałć mnie... już kiedyś doświadczyłam tego !!! - zaczęłam krzyczeć z płaczem.
Samochód się zatrzymał. Myślałam, że zemdleję. Moim 'gwałcicielem' był Niall.
-Addie, spokojnie. Wracałem od dentysty i zobaczyłem osobę leżącą na trawie. To byłaś ty. Właśnie wiozę cię do twojego domu - powiedział Horan.
-NIE! Nie do mojego domu.. proszę... i nie pytaj dlaczego... - powiedziałam.
-No dobrze, jedziemy do mnie. Chłopaków nie ma to porobimy coś fajnego-powiedział z uśmiecham Nialler.
Gdy przyjechaliśmy do Willi Niall wprowadził mnie do salonu. Usiadłam. Razem z Niallem długo gadaliśmy. On miał takie piękne oczy, że nie mogłam się skupić. Przypomniał mi się Zayn. Nie wiem czemu. Nagle łza pociekła po moim policzku. Zaczęły się toczyć strumieniami. Nie potrafiłam ich powstrzymać. Tyle wspomnień miałam w tym domu.
- Co się dzieje? - zapytał przerażony Niall.
- Wspomnienia ... - rzekłam cicho.
- Uspokój się, dobrze? Zmienimy miejsce. Pojedziemy gdzieś. Ale nie płacz. Addie, popatrz na mnie i przyrzeknij, że nie będziesz już płakać - wygłosił mowę Horanek.
Spojrzałam w oczy Nialla. Nie mogłam wydusić słowa.
-Jakie ładne oczy. Takie ładne... kocham je... - pisnęłam cicho przez łzy.
-Ładne? Podobają ci się? - zapytał Niall.
-Tak...- odpowiedziałam i pocałowałam go.
On nic nie odpowiedział. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Bez słów. Zapowiadał się romantyczny wieczór. Bardzo romantyczny i namiętny.
______________________________________________________________________
UHU, MOJA OPOWIEŚĆ STANIE SIĘ BYĆ NAMIĘTNA. COŚ DLA ZBOCZUSZKÓW ;) NIE, OCZYWIŚCIE TAKI ŻARCIK ;) PROSZĘ O KOMENTARZE.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Rozdział XII
Spałam sobie spokojnie gdy nagle obudził mnie wrzask mojej matki, która przyszła wraz z ojcem :
- Addie, jesteś w ciąży i tak sobie po prostu śpisz!
-A może by tak się przywitać? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Jakie przywitać? Jesteś w ciąży. Lekarz powiedział. Zmarnowałaś sobie życie - krzyczała moje matka.
-Mamo wiem ale ...
-Żadnego ale! Kto jest ojcem? Ten gwiazdorek zasrany? On? - awanturował się tato.
-Tak on - powiedziałam ze łzami w oczach. - ale nie rób mu nic on jest taki młody, kariera przed nim. Ja mu nie powiem o dziecku - broniłam się.
- Niech będzie. Pogadamy rano jak będziesz w domu bo cie wypiszą - powiedziała mama.
Tej nocy nie mogłam już zasnąć. Myślałam tylko o dziecku. Rankiem rodziców nie było zostawili liścik ' Addie, babcia znów źle się czuje. Pojechaliśmy do niej odbierzemy cie później albo zrobi to Jessica'.
No a jak... jak zwykle nie mają dla mnie czasu. Poczekałam chwile i do sali wparowała Jessika, oczywiście poinformowana całą sytuacją.
-Addie, tak mi cię szkoda. Biednaś ty. Jak się czujesz? Boli cię coś? Co ci było? Jak tam ciąża?- wypytywała mnie Jess.
Nagle do sali wszedł Zayn.
- Oho, macie sobie do pomówienia. Ja zaczekam przed drzwiami - oznajmiła Jessica.
Zayn popatrzył na nią ze zdziwieniem a potem uśmiechnął się do mnie i usiadł na taborecie koło łóżka.
- O czym mamy porozmawiać?- zapytał z uśmiechem.
- Zayn, nie będę owijała w bawełnę, jestem w ciąży - powiedziałam.
On nic nie odpowiedział zamarł w bezruchu. Postanowiłam mówić dalej:
- Ale nie z tobą. Z kolegą. Dawną miłością. Tak się jakoś stało, Zayn przepraszam.
- Że co? Addie co ty opowiadasz? - krzyknął Zayn.
-Zayn, przepraszam.
- Jakie przepraszam? Zdradziłaś mnie. Z tak ogromnym skutkiem. Jak ty to sobie wyobrażasz. No cóż przynajmniej byłaś ze mną szczera ale to koniec. Nie wyobrażam sobie teraz naszej przyszłości. Przykro mi wy trajkotał Malik i wybiegł zdenerwowany z sali.
W sumie to sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może po prostu nie chciałam mu zniszczyć kariery.
Potem opowiedziałam wszystko Jessice. Ponieważ czułam się dobrze ona zabrała mnie do swojej kawiarni.
- Addie dlaczego go okłamałaś?- pytała dociekliwie Jess,
- Nie wiem. Nie chcę o tym mówić- powiedziałam ze smutkiem.
Nagle do kawiarni wszedł Liam.
- O boże! Jess, ukryj mnie-krzyknęłam.-ukryj mnie choćby pod stołem- i nie czekając na odpowiedź czmychnęłam pod stolik. Dobrze, że obrusik był do samej ziemi.
Pech to pech. Liam musiał usiąść przy stoliku pod którym byłam.
- Siemka Addie - powiedział radośnie Li.
-Heej - powiedziałam nie śmiało wyglądając spod stołu
- Co robisz pod stołem? - zapytał z uśmiechem Payne.
-Eee... a nie ważne - powiedziałam speszona.
- Współczuję ci. Pasowaliście do siebie z Zaynem. Szkoda, że to się tak wszystko potoczyło. Ale ja i tak wam kibicuje - krzyknął energicznie Liam.
- Dzięki. Ja już pójdę. Być może się już nie spotkamy bo wyprowadzam się z Londynu. Pozdrów resztę zespołu- powiedziałam.
- To przykre, ale to nie moje życie więc nie wtrącam się. Życzę ci szczęścia - odparł ze smutkiem Li i przytulił mnie.
Byłam bardzo przybita tą sytuacją. Bo faktycznie się wyprowadzałam i to było straszne. Mama plotła coś o jakimś Homles Chapel. To chyba jakieś miasto. Dokładnie nie wiem bo nie znam dobrze Anglii. Jestem wychowywana pod kloszem.
- Addie, jesteś w ciąży i tak sobie po prostu śpisz!
-A może by tak się przywitać? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Jakie przywitać? Jesteś w ciąży. Lekarz powiedział. Zmarnowałaś sobie życie - krzyczała moje matka.
-Mamo wiem ale ...
-Żadnego ale! Kto jest ojcem? Ten gwiazdorek zasrany? On? - awanturował się tato.
-Tak on - powiedziałam ze łzami w oczach. - ale nie rób mu nic on jest taki młody, kariera przed nim. Ja mu nie powiem o dziecku - broniłam się.
- Niech będzie. Pogadamy rano jak będziesz w domu bo cie wypiszą - powiedziała mama.
Tej nocy nie mogłam już zasnąć. Myślałam tylko o dziecku. Rankiem rodziców nie było zostawili liścik ' Addie, babcia znów źle się czuje. Pojechaliśmy do niej odbierzemy cie później albo zrobi to Jessica'.
No a jak... jak zwykle nie mają dla mnie czasu. Poczekałam chwile i do sali wparowała Jessika, oczywiście poinformowana całą sytuacją.
-Addie, tak mi cię szkoda. Biednaś ty. Jak się czujesz? Boli cię coś? Co ci było? Jak tam ciąża?- wypytywała mnie Jess.
Nagle do sali wszedł Zayn.
- Oho, macie sobie do pomówienia. Ja zaczekam przed drzwiami - oznajmiła Jessica.
Zayn popatrzył na nią ze zdziwieniem a potem uśmiechnął się do mnie i usiadł na taborecie koło łóżka.
- O czym mamy porozmawiać?- zapytał z uśmiechem.
- Zayn, nie będę owijała w bawełnę, jestem w ciąży - powiedziałam.
On nic nie odpowiedział zamarł w bezruchu. Postanowiłam mówić dalej:
- Ale nie z tobą. Z kolegą. Dawną miłością. Tak się jakoś stało, Zayn przepraszam.
- Że co? Addie co ty opowiadasz? - krzyknął Zayn.
-Zayn, przepraszam.
- Jakie przepraszam? Zdradziłaś mnie. Z tak ogromnym skutkiem. Jak ty to sobie wyobrażasz. No cóż przynajmniej byłaś ze mną szczera ale to koniec. Nie wyobrażam sobie teraz naszej przyszłości. Przykro mi wy trajkotał Malik i wybiegł zdenerwowany z sali.
W sumie to sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może po prostu nie chciałam mu zniszczyć kariery.
Potem opowiedziałam wszystko Jessice. Ponieważ czułam się dobrze ona zabrała mnie do swojej kawiarni.
- Addie dlaczego go okłamałaś?- pytała dociekliwie Jess,
- Nie wiem. Nie chcę o tym mówić- powiedziałam ze smutkiem.
Nagle do kawiarni wszedł Liam.
- O boże! Jess, ukryj mnie-krzyknęłam.-ukryj mnie choćby pod stołem- i nie czekając na odpowiedź czmychnęłam pod stolik. Dobrze, że obrusik był do samej ziemi.
Pech to pech. Liam musiał usiąść przy stoliku pod którym byłam.
- Siemka Addie - powiedział radośnie Li.
-Heej - powiedziałam nie śmiało wyglądając spod stołu
- Co robisz pod stołem? - zapytał z uśmiechem Payne.
-Eee... a nie ważne - powiedziałam speszona.
- Współczuję ci. Pasowaliście do siebie z Zaynem. Szkoda, że to się tak wszystko potoczyło. Ale ja i tak wam kibicuje - krzyknął energicznie Liam.
- Dzięki. Ja już pójdę. Być może się już nie spotkamy bo wyprowadzam się z Londynu. Pozdrów resztę zespołu- powiedziałam.
- To przykre, ale to nie moje życie więc nie wtrącam się. Życzę ci szczęścia - odparł ze smutkiem Li i przytulił mnie.
Byłam bardzo przybita tą sytuacją. Bo faktycznie się wyprowadzałam i to było straszne. Mama plotła coś o jakimś Homles Chapel. To chyba jakieś miasto. Dokładnie nie wiem bo nie znam dobrze Anglii. Jestem wychowywana pod kloszem.
_______________________________________________________________
OTO KOLEJNY ROZDZIAŁ. JESZCZE RAZ APELUJĘ O TO ABYŚCIE OBSERWOWALI BLOGA I POMOGLI MI GO ODNOWIĆ!!!!!
niedziela, 10 lutego 2013
Rozdział XI
Gdy rano się obudziłam u mego boku Zayna już nie było. Przeraziłam się,że tylko mnie wykorzystał ale na szczęście zostawił karteczkę; "Addie, musiałem już iść bo mam próbę. Zdzwonimy się później". Uspokoiłam się. Nagle przed moimi oczyma zaczęły migać białe plamki. W moich uszach zaczęło piszczeć i serce waliło mi jak młot. Chyba zemdlałam. CHYBA, bo później obudziłam się na ziemi. Podniosłam się z dużym trudem. Bolała mnie przy tym głowa i było mi strasznie nie dobrze. Zadzwoniłam do mamy - wyłączony telefon, zadzwoniłam do taty - wyłączony. Nie wiedziałam co robić. Nogi mi się trzęsły. Do kogo zadzwonić? Został tylko Zayn, ale on ma próbę. Zaczęłam płakać z bezsilności. Nagle ścisnął mnie brzuch i błeee - zwymiotowałam. Mimo to wcale nie poczułam ulgi. Czułam się jeszcze fatalniej. Rodzice wciąż nie odbierali. Musiałam zadzwonić do Zayna. Modliłam się by odebrał:
- Cześć Addie, słuchaj mam próbę zadzwonię do ciebie w przerwie - odezwał się Zayn w słuchawce.
- Zayn, nie rozłączaj się! Ja chyba umieram!-krzyknęłam.
-Co ? Addie , co się dzieje? - zapytał zaskoczonym głosem.
- Tak się źle czuje, zemdlałam przed chwilą i łeb mnie boli i rzygałam i chyb... błeeee ( znowu zwymiotowałam) , pomóż mi, moji rodzice nie odbierają! Zayn błagam!
- Kochanie, uspokój się, weź kroplę żołądkowe i połóż się do łóżka. Ja nie mogę teraz przyjechać!- powiedział przestraszony Zayn.
- Dobrze, tak się źle czuje. Zadzwoń do mnie późn.......................
Nie wiem co powiedział Zayn bo zemdlałam. Gdy się obudziłam byłam w karetce a nade mną stali sanitariusze.
- Gdzie jestem?- zapytałam słabym głosem.
- Proszę nie mówić. Jedziemy do szpitala. Prawdopodobnie zatruła się pani czymś i może siepani odwodnić - powiedział jeden z sanitariuszy.
Gdy zajechaliśmy do szpitala szybko wwieźli mnie do jakiejś sali. Pielęgniarka dała mi tam jakiś zastrzyk i razem z drugą pielęgniarką położyła mnie na łóżko. Chwile później podpięły mnie do kroplówki.
- Spokojnie, będzie dobrze, musisz chwilkę poczekać. Lekarz będzie za 20 minut - powiedziała jedna z pielęgniarek.
Nagle do pomieszczenia wszedł Zayn, Harry, Louis, Liam i Niall. Wszyscy podbiegli do łóżka i zrobił się mały harmider.
- Hola, hola! Panienka jest osłabiona proszę wyjść. Ewentualnie jedna osoba może zostać na maksymalnie 5-10 min - powiedziała pielęgniarka.
Został Zayn. Złapał mnie za rękę i powiedział, że zemdlałam i że to on wezwał pogotowie. Mówił, że próbował skontaktować się z moimi rodzicami ale są poza zasięgiem.
- Ale jak ty się w ogóle czujesz? - zapytał mnie troskliwie.
- Trochę głowa mnie boli ale już jest lepiej, bo pielęgniarka dała mi chyba jakiś zastrzyk z lekarstwem.
- To dobrze, ja już wyjdę bo zaraz przyjdzie lekarz. Będziemy z chłopakami czekać przed salom - powiedział Zayn i wyszedł.
Chwilę później przyszedł lekarz. Nie chce mi się tego opisywać ale ogólnie zabrał mnie na badanie krwi i na USG jamy brzusznej. Potem dostałam jakieś leki i miałam chwilę spokoju. Gdy doktor wychodził z sali dodał:
- Dobrze, że pielęgniarki dały pani wcześniej łagodne leki bo jakieś inne mogły by zaszkodzić płodowi.
- Jakiemu płodowi? - zapytałam ze zdziwieniem.
- No jak to jakiemu? Jest pani w ciąży, to co pani nosi teraz w sobie nazywa się płód, dopiero potem możemy to nazwać dzieckiem - powiedział spokojnie lekarz.
- Jak to jestem w ciąży co pan mówi! - krzyknęłam.
- To pani nie wiedziała? Jest pani w ciąży - drugi tydzień.
- Jak to? To nie możliwe! To znaczy, że dlatego źle się czuję i dlatego tu jestem? - zapytałam nerwowo.
- Nie, ciąża nie ma tu nic do gadania. Zatruła się pani przeterminowanym mlekiem - powiedział lekarz i wyszedł.
Po prostu cudownie. Byłam w ciąży. "Rodzice mnie zabiją" - pomyślałam. Ale z kim ? Z Zaynem?
Potem nie miałam już ochoty z nikim gadać i udawałam, że śpię. Od tego udawania zachciało mi się spać i na prawdę zasnęłam.
____________________________________________________________
UHH, NIE BYŁO DŁUGO ROZDZIAŁU. PRZEPRASZAM WAS. OBIECUJE, ŻE ROZDZIAŁY BĘDĄ JUŻ CZĘŚCIEJ ;)
- Cześć Addie, słuchaj mam próbę zadzwonię do ciebie w przerwie - odezwał się Zayn w słuchawce.
- Zayn, nie rozłączaj się! Ja chyba umieram!-krzyknęłam.
-Co ? Addie , co się dzieje? - zapytał zaskoczonym głosem.
- Tak się źle czuje, zemdlałam przed chwilą i łeb mnie boli i rzygałam i chyb... błeeee ( znowu zwymiotowałam) , pomóż mi, moji rodzice nie odbierają! Zayn błagam!
- Kochanie, uspokój się, weź kroplę żołądkowe i połóż się do łóżka. Ja nie mogę teraz przyjechać!- powiedział przestraszony Zayn.
- Dobrze, tak się źle czuje. Zadzwoń do mnie późn.......................
Nie wiem co powiedział Zayn bo zemdlałam. Gdy się obudziłam byłam w karetce a nade mną stali sanitariusze.
- Gdzie jestem?- zapytałam słabym głosem.
- Proszę nie mówić. Jedziemy do szpitala. Prawdopodobnie zatruła się pani czymś i może siepani odwodnić - powiedział jeden z sanitariuszy.
Gdy zajechaliśmy do szpitala szybko wwieźli mnie do jakiejś sali. Pielęgniarka dała mi tam jakiś zastrzyk i razem z drugą pielęgniarką położyła mnie na łóżko. Chwile później podpięły mnie do kroplówki.
- Spokojnie, będzie dobrze, musisz chwilkę poczekać. Lekarz będzie za 20 minut - powiedziała jedna z pielęgniarek.
Nagle do pomieszczenia wszedł Zayn, Harry, Louis, Liam i Niall. Wszyscy podbiegli do łóżka i zrobił się mały harmider.
- Hola, hola! Panienka jest osłabiona proszę wyjść. Ewentualnie jedna osoba może zostać na maksymalnie 5-10 min - powiedziała pielęgniarka.
Został Zayn. Złapał mnie za rękę i powiedział, że zemdlałam i że to on wezwał pogotowie. Mówił, że próbował skontaktować się z moimi rodzicami ale są poza zasięgiem.
- Ale jak ty się w ogóle czujesz? - zapytał mnie troskliwie.
- Trochę głowa mnie boli ale już jest lepiej, bo pielęgniarka dała mi chyba jakiś zastrzyk z lekarstwem.
- To dobrze, ja już wyjdę bo zaraz przyjdzie lekarz. Będziemy z chłopakami czekać przed salom - powiedział Zayn i wyszedł.
Chwilę później przyszedł lekarz. Nie chce mi się tego opisywać ale ogólnie zabrał mnie na badanie krwi i na USG jamy brzusznej. Potem dostałam jakieś leki i miałam chwilę spokoju. Gdy doktor wychodził z sali dodał:
- Dobrze, że pielęgniarki dały pani wcześniej łagodne leki bo jakieś inne mogły by zaszkodzić płodowi.
- Jakiemu płodowi? - zapytałam ze zdziwieniem.
- No jak to jakiemu? Jest pani w ciąży, to co pani nosi teraz w sobie nazywa się płód, dopiero potem możemy to nazwać dzieckiem - powiedział spokojnie lekarz.
- Jak to jestem w ciąży co pan mówi! - krzyknęłam.
- To pani nie wiedziała? Jest pani w ciąży - drugi tydzień.
- Jak to? To nie możliwe! To znaczy, że dlatego źle się czuję i dlatego tu jestem? - zapytałam nerwowo.
- Nie, ciąża nie ma tu nic do gadania. Zatruła się pani przeterminowanym mlekiem - powiedział lekarz i wyszedł.
Po prostu cudownie. Byłam w ciąży. "Rodzice mnie zabiją" - pomyślałam. Ale z kim ? Z Zaynem?
Potem nie miałam już ochoty z nikim gadać i udawałam, że śpię. Od tego udawania zachciało mi się spać i na prawdę zasnęłam.
____________________________________________________________
UHH, NIE BYŁO DŁUGO ROZDZIAŁU. PRZEPRASZAM WAS. OBIECUJE, ŻE ROZDZIAŁY BĘDĄ JUŻ CZĘŚCIEJ ;)
sobota, 9 lutego 2013
Niedługo kolejny rozdział.
Długo nie pisałam bo brak czasu ale nadrobię to. Jutro będzie kolejny rozdział. Nie myślcie, że blog zakończył swoją działalność ;) O nie! Nigdy ! To krótki post bo tylko na takiego mam czas.
Papa ♥ .
Papa ♥ .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)