- Addie, jesteś w ciąży i tak sobie po prostu śpisz!
-A może by tak się przywitać? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Jakie przywitać? Jesteś w ciąży. Lekarz powiedział. Zmarnowałaś sobie życie - krzyczała moje matka.
-Mamo wiem ale ...
-Żadnego ale! Kto jest ojcem? Ten gwiazdorek zasrany? On? - awanturował się tato.
-Tak on - powiedziałam ze łzami w oczach. - ale nie rób mu nic on jest taki młody, kariera przed nim. Ja mu nie powiem o dziecku - broniłam się.
- Niech będzie. Pogadamy rano jak będziesz w domu bo cie wypiszą - powiedziała mama.
Tej nocy nie mogłam już zasnąć. Myślałam tylko o dziecku. Rankiem rodziców nie było zostawili liścik ' Addie, babcia znów źle się czuje. Pojechaliśmy do niej odbierzemy cie później albo zrobi to Jessica'.
No a jak... jak zwykle nie mają dla mnie czasu. Poczekałam chwile i do sali wparowała Jessika, oczywiście poinformowana całą sytuacją.
-Addie, tak mi cię szkoda. Biednaś ty. Jak się czujesz? Boli cię coś? Co ci było? Jak tam ciąża?- wypytywała mnie Jess.
Nagle do sali wszedł Zayn.
- Oho, macie sobie do pomówienia. Ja zaczekam przed drzwiami - oznajmiła Jessica.
Zayn popatrzył na nią ze zdziwieniem a potem uśmiechnął się do mnie i usiadł na taborecie koło łóżka.
- O czym mamy porozmawiać?- zapytał z uśmiechem.
- Zayn, nie będę owijała w bawełnę, jestem w ciąży - powiedziałam.
On nic nie odpowiedział zamarł w bezruchu. Postanowiłam mówić dalej:
- Ale nie z tobą. Z kolegą. Dawną miłością. Tak się jakoś stało, Zayn przepraszam.
- Że co? Addie co ty opowiadasz? - krzyknął Zayn.
-Zayn, przepraszam.
- Jakie przepraszam? Zdradziłaś mnie. Z tak ogromnym skutkiem. Jak ty to sobie wyobrażasz. No cóż przynajmniej byłaś ze mną szczera ale to koniec. Nie wyobrażam sobie teraz naszej przyszłości. Przykro mi wy trajkotał Malik i wybiegł zdenerwowany z sali.
W sumie to sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może po prostu nie chciałam mu zniszczyć kariery.
Potem opowiedziałam wszystko Jessice. Ponieważ czułam się dobrze ona zabrała mnie do swojej kawiarni.
- Addie dlaczego go okłamałaś?- pytała dociekliwie Jess,
- Nie wiem. Nie chcę o tym mówić- powiedziałam ze smutkiem.
Nagle do kawiarni wszedł Liam.
- O boże! Jess, ukryj mnie-krzyknęłam.-ukryj mnie choćby pod stołem- i nie czekając na odpowiedź czmychnęłam pod stolik. Dobrze, że obrusik był do samej ziemi.
Pech to pech. Liam musiał usiąść przy stoliku pod którym byłam.
- Siemka Addie - powiedział radośnie Li.
-Heej - powiedziałam nie śmiało wyglądając spod stołu
- Co robisz pod stołem? - zapytał z uśmiechem Payne.
-Eee... a nie ważne - powiedziałam speszona.
- Współczuję ci. Pasowaliście do siebie z Zaynem. Szkoda, że to się tak wszystko potoczyło. Ale ja i tak wam kibicuje - krzyknął energicznie Liam.
- Dzięki. Ja już pójdę. Być może się już nie spotkamy bo wyprowadzam się z Londynu. Pozdrów resztę zespołu- powiedziałam.
- To przykre, ale to nie moje życie więc nie wtrącam się. Życzę ci szczęścia - odparł ze smutkiem Li i przytulił mnie.
Byłam bardzo przybita tą sytuacją. Bo faktycznie się wyprowadzałam i to było straszne. Mama plotła coś o jakimś Homles Chapel. To chyba jakieś miasto. Dokładnie nie wiem bo nie znam dobrze Anglii. Jestem wychowywana pod kloszem.
_______________________________________________________________
OTO KOLEJNY ROZDZIAŁ. JESZCZE RAZ APELUJĘ O TO ABYŚCIE OBSERWOWALI BLOGA I POMOGLI MI GO ODNOWIĆ!!!!!
Zajebibioza ;) kiedy następny?
OdpowiedzUsuńNaprawdę świetny blog miło się czyta ;)
OdpowiedzUsuńhttp://bloggoonedirection.blogspot.com